wtorek, 16 lipca 2013

Tyniec, Las Wolski i nowy singletrack.

Witam :) Po ostatnich kilku dniach z przykrą pogodą wreszcie nastąpiło przyjemne wypogodzenie. Postanowiłem skorzystać z tego, iż za oknem zrobiło się słonecznie i zaliczyć wypad na rower. Standardowo przestudiowałem mapę i zrodził się pomysł by połączyć Skotniki, Uroczysko Skołczanka, Tyniec i Las Wolski. W Skołczance nie byłem wiele lat, Tyniec bardzo lubię gdyż kojarzy mi się z wycieczkami z moich lat dorastania a Las Wolski skusił mnie tym, że niedawno przeczytałem na stronie BikeBoardu iż zbudowano i otwarto tam nowy singletrack. Przyznać muszę iż o starym też nie wiedziałem ;) Dzięki temu wpadła okazja do zaliczenia obu naraz. Podczas przygotowań do wyjazdu trochę zaniepokoił mnie dźwięk podczas obrotu prawym pedałem gdyż sugerował on, że z łożyskiem chyba jest coraz gorzej no ale nie ma się co dziwić bo moje platformowe pedały Fishbone mają już dobre 10 lat. Są one dla mnie symbolem trwałości, jednocześnie dostępnym za przystępną cenę. Kilka dni temu dorwała mnie potężna ulewa i jako że szczelność już nie ta, do środka musiało dostać się trochę deszczówki co powodowało chrobotanie aż zęby bolały. No cóż, będzie trzeba rozkręcić go przy najbliższej okazji i przesmarować. Przez pierwszy kilometr miałem obawy co do pedała ale na szczęście z czasem odgłosy wróciły do normalności. Moja trasa jak zwykle przy okazji jazdy w tamte strony wiodła przez Park Krakowski, AGH, Błonia i ścieżką rowerową aż do mostu Dębnickiego. Po przejechaniu na drugą stronę skręciłem na wał Wisły i swą drogę kontynuowałem w stronę Pychowic. Po dojechaniu do Pychowic, aby kontynuować jazdę zaplanowanym szlakiem musiałem zjechać z drogi dla rowerów na ulicę Tyniecką. Ową ulicą jechałem aż do Kostrzy gdzie skręciłem w lewo. Droga przez chwilę wiła się serpentynami a po wyjechaniu na prostą ujrzałem drogę dla rowerów co bardzo mnie ucieszyło. Jechałem już kiedyś tędy, co prawda w drugą stronę ale totalnie o niej zapomniałem. Było naprawdę przyjemnie, słońce miło muskało swymi promieniami moją twarz, delikatny wiaterek wysuszał krople potu na czole i tylko komary jak zwykle zakochane we mnie towarzyszyły mi momentami ;) Wjechałem do Skotnik i tu chwila zastanowienia, rzut oka na mapę i już wiedziałem gdzie jechać. Należało skręcić w prawo przy przystanku Skotniki Szkoła i przejechać obok szkoły mając ją po prawej stronie. Krótki zjazd w dół, kończy się asfalt i zakręt w lewo. Teraz jechałem już ubitą dróżką przez łąki. Niestety sielankowy klimat po chwili zamienił się w błotną kąpiel. Okleiłem koła błotnym ciastem tak, że tylne prawie nie mieściło się pomiędzy widełkami :) Ostatnie opady deszczu nieźle napsuły krwi pozostawiając po sobie rozmokniętą glebę tak niekorzystną dla nas rowerzystów. Jechałem dość wolno by nie uzupełnić swojej diety o strzelającą z opon we wszystkie strony glinę zmieszaną z kamyczkami a i tak posmakowałem tych delicji ;) Znów chwila zastanowienia gdzie jechać. Na mapie zaznaczony był po lewej stronie jakiś fort a ja widziałem tam tylko drzewa i krzaki ale doszedłem do wniosku że to chyba to miejsce i skręciłem w prawo. Po drodze zapytałem napotkaną osobę czy droga ta kończy się za chwile, czy uda się nią dojechać do mostu nad A4. Na szczęście dla mnie, miły pan poinformował że uliczka nie jest ślepa co bardzo mnie ucieszyło i szczęśliwy szybko ruszyłem przed siebie. Zatrzymałem się na moście nad A4 by zrobić fotkę gdyż bardzo ładnie stamtąd było widać Klasztor Kamedułów. Ok, fotka zrobiona i można ruszać. Asfaltowa droga wiedzie kilkaset metrów przez las i wyrzuca nas na Podgórki Tynieckie. Bardzo ładna okolica usłana jednorodzinną zabudową, położoną na granicy lasu. Aż chciało by się tam mieszkać, co prawda do miasta kawałek a autobus zbyt często nie kursuje ale cisza i spokój muszą mieć swoją cenę. Przy jednym z przystanków zauważyłem elegancką ławkę więc postanowiłem chwile odpocząć, skontrolować mapę i napisać SMS do narzeczonej iż wszystko ze mną w porządku, niech się biedna nie martwi gdy jadę sam i nie daje znaku życia ;) Po odpoczynku i uzupełnieniu płynów wsiadam na mojego ogiera i udaję się w stronę Skołczanki. Droga asfaltowa kończy się po wjechaniu w las i zaczyna ubita, usłana kamieniami dość szeroka dróżka, taka że spokojnie mogą przejeżdżać tamtędy samochody, z resztą jakiś dostawczak stał tam na poboczu. Na mój widok kierowca odpalił silnik i odjechał, ciekawe czy w środku jakaś dama pochylała się nad jego "losem" ;) Skołczanka jest naprawdę piękna, w pewnym momencie po prawej stronie zobaczyłem coś kolorowego i postanowiłem podjechać bliżej. Okazało się że w skale umiejscowiona jest figura Matki Boskiej a pod stolik z białym obrusem i wiele kwiatów na nim oraz wokół niego. Kwiatów było naprawdę mnóstwo, niestety brakowało jakiejkolwiek informacji co to za miejsce. Dopiero po powrocie do domu w internecie znalazłem informację iż jest to Sanktuarium Matki Boskiej Pośredniczki Łask. Jest tam sporo ławek ale przy obecnej ilości owadów nawet chwilowy odpoczynek nie był możliwy. Mimo że nigdzie nie zatrzymywałem się na dłużej i tak teraz, pisząc tą notkę drapię się co chwila po kostce. Wrr jak swędzi! Wyjechałem ze Skołczanki i po chwili byłem już w Tyńcu. Zaliczyłem miejscowy sklep by uzupełnić zapas wody gdyż przede mną była jeszcze trasa z Tyńca do Lasu Wolskiego co oznaczało spory podjazd. W Tyńcu zatrzymałem się na chwilę nad samą Wisłą gdyż w Opactwie Benedyktynów byłem już bardzo wiele razy i nie ciągnęło mnie tam tym razem. Widać że są wakacje gdyż mnóstwo samochodów zaparkowanych było w okolicy opactwa a nad Wisłą spory tłum rodziców z dzieciaczkami. Cyk foto i można jechać dalej, teraz w stronę stopnia wodnego Kościuszko. Na trasie pomiędzy Tyńcem a Stopniem wodnym Kościuszko po prawej stronie widać spory zbiornik wodny który jest po prostu starym nurtem Wisły. Teraz mnóstwo tam rybaków którzy oddają się swojej pasji. Szybko dojechałem do przejazdu pod A4, popatrzyłem chwilę jak woda na tamie spada z hukiem tworząc piękną bryzę i zrobiłem rundkę wokół tutejszego toru kajakowego. Trzeba przyznać że spora ilość ławek, które postawiono wzdłuż toru wspaniale służy rowerzystom i rolkarzom przyjeżdżającym tutaj jako miejsce do opalania się i wypoczynku. Teraz musiałem podjechać lekko pod górkę by wjechać na most dla pieszych i rowerów prowadzący nad Wisłą. Po przejechaniu na drugą stronę skręciłem w prawo i udałem się ulicą Mirowską w stronę serpentyn na Księcia Józefa. Na owych serpentynach zaczął się najcięższy podjazd dzisiejszego dnia. Serpentynki poszły gładko, teraz skręt w prawo i jazda w kierunku Klasztoru Kamedułów. Po obu stronach drogi na zboczach ulokowane są winorośla. Aż przyszedł mi smak na dobre winko przy kolacji z narzeczoną :) Droga wiła się pod górę, wyciskając ze mnie coraz więcej wysiłku. Lubie czuć pieczenie w mięśniach, przyśpieszony oddech i walczyć ze swoim zmęczeniem. Każda wygrana walka powoduje że człowiek staje się silniejszy psychicznie i fizycznie. Ból trwa tylko chwilę a sukces pozostaje wieczny. Na końcu podjazdu Aleją Wędrowników, po prawej stronie umiejscowiona jest figurka Matki Boskiej z drewnianą tabliczką i wyrytym napisem "Znajdź swoją drogę wędrowcze" Ja swoją znalazłem kilka lat temu, poznając Agatę. Warto się czasem zastanowić czy idziemy tą właściwą drogą, tą która nas uszczęśliwia, powoduje że czujemy się spełnieni i że nigdy z tej drogi nie będziemy chcieli skręcić. Ja tak właśnie czuje i każdemu z was życzę tego samego. Teraz krótki podjazd a następnie zjazd i tym sposobem dotarłem pod ZOO. Teraz należało skręcić w prawo w poszukiwaniu tych singletracków. Droga wiedzie wzdłuż drewnianych barierek cały czas w dól i po chwili należy odbić w prawo. Ścieżka jest wąska, typowy singiel. Poprowadzona jest ona zakosami, ma dość fajnie wyprofilowane zakręty. Stary singletrack jest świetnie ubity i nawet ostatnie deszcze go nie rozmoczyły. Nie jest też trudny do pokonania. Nowa część otwarta niedawno okazała się naprawdę ciężka do przejechania gdyż trasa jest świeża i bardzo śliska. W dwóch miejscach musiałem sprowadzić rower gdyż moje opony nie miały smaku wgryzać się w glinę i stwierdziłem że nie czuje pociągu do tulenia drzew. Myślę że na obie części singla wrócę za miesiąc lub dwa gdy trasa trochę się ubije a co najważniejsze będzie sucha. Jej plusem jest na pewno oznakowanie gdyż początek oznaczony jest taśmami Bikeboard'u a na trasie powbijane są tabliczki z różnymi wesołymi napisami. A jakie to napisy sprawdźcie sami ;) Na mapie zaznaczyłem prostszy sposób zjechania spod ZOO na Przegorzały gdyż nie jestem w stanie zaznaczyć dokładnie trasy singletracków. Po wyjechaniu na Przegorzały pojechałem wzdłuż drogi w kierunku Salwatora na który dotarłem po kilkunastu minutach. Teraz w lewo wzdłuż Rudawy, na Błonia. Postanowiłem zajechać pod studnie na Cichym Kąciku bo ilość błota na rowerze była masakryczna. Po przemyciu roweru i siebie przejechałem jeszcze wzdłuż Błoń pod Rotundę i standardową trasą do domu. Było świetnie, przyznam że po powrocie do domu i przyjemnej kąpieli miałem ochotę jeszcze gdzieś pojeździć ale po zjedzeniu obiadu poczułem przyjemną chęć snu. Nie przepadam za snem w dzień, no chyba że jestem totalnie wyczerpany, więc postanowiłem przeglądnąć zdjęcia z dzisiejszej wycieczki i wybrać najciekawsze dla was. Zdjęcia oraz mapę macie tutaj pod tekstem. Pozdrawiam!

Mapa trasy: http://pl.wikiloc.com/wikiloc/view.do?id=4851818

 Widok z bulwarów Wisly na Kopiec Kościuszki
 Błotko i kamyczki - mniaaam!
 Widok z mostu nad A4 w kierunku Klasztoru Kamedułów
 Wjazd do Skołczanki
 Droga przez Skołczankę
 Sanktuarium Matki Boskiej Pośredniczki Łask
 Widok spod Klasztoru Benedyktynów na Wisłę i mój rower ;)
 Wieża Opactwa Benedyktynów
 Okolice stopnia wodnego Kościuszko
 Tor Kajakowy
 Klasztor Kamedułów
 Stopień Wodny Kościuszko
Figurka Matki Boskiej w Lesie Wolskim

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz