niedziela, 14 lipca 2013

I znów rowerowa niedziela poza Krakowem!

I znów niedziela i ponownie wylądowałem u mojej ukochanej lecz tym razem nie było w planach wypadu na rowery gdyż prognozy pogody zapowiadały poważne opady deszczu. Na szczęście tym razem meteorolodzy się pomylili i silny wiatr rozgonił chmury. Z każdą godziną miałem coraz większą ochotę chwycić za kierownicę i popedałować gdzieś przed siebie. Nie wiedziałem jak na mój pomysł zareaguje Agata lecz chyba coraz bardziej lubi ze mną jeździć bo nie było nawet chwili marudzenia. Teraz należało przystąpić do zaplanowania trasy, co nawet poszło dość szybko i sprawnie. Tym razem udaliśmy się na zachód od Alwerni, w kierunku Oświęcimia lecz po przeciwnej do niego stronie Wisły. Spokojnie zjedliśmy obiad, przygotowaliśmy się i przyszło nam wyruszyć. Wystartowaliśmy spod kościoła w Rozkochowie. Z początku droga biegnie przez las, jest to dość szeroka asfaltowa droga łącząca Rozkochów z Babicami. Lubię tamtędy jeździć gdyż wysokie drzewa powodują że nawet w upalne dni jest tam chłodniej czyli przyjemniej ;) Po przejechaniu 1,5 km.dojeżdżamy do skrzyżowania gdzie droga w lewo wiedzie w kierunku Olszyn a prosto leci na Babice. My zgodnie z planem udajemy się prosto i niedługo naszym oczom ukazuje się bardzo ładny widok - wieża Zamku Lipowiec. Jest to naprawdę piękne miejsce, miałem okazję go zwiedzić i bardzo polecam. Z wieży zamku rozciąga się przepiękny widok na Pasmo Babiogórskie a przy dobrej widoczności można dostrzec Tatry. W dniu dzisiejszym robieniem zdjęć zajmuje się moja Pani fotograf więc kilka ciekawych zdjęć objawi się na końcu tego posta. Po sfotografowaniu wieży Lipowieckiego zamku ruszamy dalej i docieramy do szosy idącej od Babic w kierunku Zatora. Przecinamy ją i jedziemy przed siebie mijając po lewej stronie boisko lokalnego klubiku piłkarskiego. Na skrzyżowaniu skręcamy w lewo i przed nami długa, prosta droga ciągnąca się przez Las Babicki. Przy wjeździe do lasu zatrzymujemy się by zrobić zdjęcie i ruszamy dalej ponieważ wiadome owady zaczynają się nami interesować. Niby wypsikaliśmy się jakimś sprayem przeciw komarom i innym syfom ale chyba nie za wiele to daje o czym przekonaliśmy się w drodze powrotnej. Ta asfaltowa droga przez las to chyba istna autostrada. Samochód za samochodem i następny...i kolejny. Z lasu wyjeżdżamy w miejscowości Mętków. Ja byłem tam pierwszy raz więc rozglądałem się we wszystkie strony w poszukiwaniu ciekawych obiektów. Wiedziałem że jest tam bardzo ładny kościół o którym opowiem później. Mętków przejechaliśmy dość szybko i tylko raz musieliśmy zaglądnąć na mapę by sprawdzić czy nie zboczyliśmy z zaplanowanej trasy naszej wycieczki. Mój instynkt jest praktycznie niezawodny (no dobra niedawno troszkę zawiódł ale to nie moja wina że widok z Google Maps to jedno a rzeczywistość gdy przyroda jest bujna, to drugie) W tym przypadku jechaliśmy tak jak zaplanowaliśmy.i tym sposobem znaleźliśmy się w Żarkach, a raczej na ich południowych obrzeżach. Celem naszej wycieczki było zobaczenie kilku stawów które wypatrzyłem na mapie. Po chwili jazdy szosą przez las, po obu jej stronach wyłoniły nam się owe stawy. Tereny są naprawdę piękne, Stawy otaczają rybacy a rybaków otaczają lasy ;) Co ciekawe niektórzy łowili wprost z zaparkowanych na poboczu samochodów gdyż woda dochodzi praktycznie do drogi. Gdybym był pasjonatem spania nad wodą przez 8 godzin by raz pokręcić kołowrotkiem po to by złapać rybkę a potem ją wypuścić to pewnie rzuciłbym rower w krzaki, wyciągnął wędkę i zarzucił spławik. Na szczęście wole aktywny tryb życia i po zrobieniu kilku zdjęć ruszyliśmy w drogę powrotną. Aby nie było nudno trasę zaplanowałem tak, by pokrywała się ona ze sobą w jak najmniejszej skali. Okolice te poza tym że należą do wsi Żarki są podzielone na przysiółki. I tak oto według mapy Google pewne okolice zwane są Ziajkami a inne Bębenkami. Zastanawialiśmy się chwilę skąd takie nazwy i doszliśmy do wniosku że prawdopodobnie pochodzą one od nazwisk jakiś rodzin które w starszych czasach być może były tam dość wpływowe i posiadały spore połacie ziemi. Z terenów stawowych dotarliśmy na przeciwpowodziowy wał Wisły i po przejechaniu go, czyli po około 13,5 km. od początku naszej wycieczki skręcamy w lewo i szutrową drogą jedziemy wzdłuż koryta Wisły. Po niedługim czasie łączymy się z drogą którą jechaliśmy w stronę jezior i wracamy przez Mętków. Będąc w tej miejscowości nie można nie odwiedzić miejscowego kościoła, który został przeniesiony tu z Niegowici jako zabytek, w latach 1972 - 1974. Co ciekawe, gdy kościół ten stał jeszcze w Niegowici, jako wikariusz pracował tam Karol Wojtyła, który po przeniesieniu kościoła do Mętkowa, już jako kardynał odprawił w nim mszę konsekracyjną. Obecnie poza mszami często odbywają się w nim koncerty. Podczas zwiedzania kościoła zaczepił nas bardzo miły pan, który opowiedział nam krótko o losach kościoła i o tym że w najbliższych dniach mają odbyć się tam zdjęcia do jakiegoś Włoskiego filmu o Janie Pawle II. Jeśli ktoś z was będzie w okolicy, polecam zajrzeć do środka bo wnętrze jest niesamowite. Po wpisaniu się do księgi gości opuszczamy to niezwykłe miejsce i ruszamy w dalszą drogę. Mijając miejscową szkołę dojechaliśmy do skrzyżowania na którym należało skręcić w prawo i tak oto znów byliśmy na drodze przez las pomiędzy Mętkowem a Babicami. Aby było ciekawiej, zaplanowałem odbicie z drogi w las. I tym razem instynkt mnie nie zawiódł, gdyż skręciliśmy w dobrym miejscu tylko droga przez las była dość gęsto porośnięta i choć ubita to nie brakowało głębokich błotnych kałuż. Po przejechaniu mokrego odcinka moja łydka zażyła kąpieli błotnej, oby zdrowotnej a mój lewy but po takiej ilości błota powinien żyć dłużej niż ja ;) Wielkim minusem leśnego szlaku były niezliczone ilości owadów które raz po raz siadały na miejscach nie wypsikanych sprayem, a w sumie to siadały wszędzie. No może nie gryzły aż tak jak np. w szyję której nie potraktowałem tym "cudownym" specyfikiem ale skutecznie utrudniały jazdę. Po kilkunastu minutach ujrzeliśmy szlaban i to był znak że las się kończy. Trochę szkoda gdyż liczyłem na spotkanie jakiegoś dzikiego zwierza :) Wyjechaliśmy w Jankowicach, w okolicach kościoła i po zorientowaniu się gdzie jesteśmy a następnie skręceniu w odpowiednią drogę dotarliśmy ponownie do szosy Babice - Zator. Tym razem musieliśmy nią przejechać kilkaset metrów w stronę Babic by następnie skręcić w prawo w kierunku Olszyn. W Olszynach znów w prawo i tym sposobem jadąc wzdłuż granicy lasu docieramy do drogi z Rozkochowa na Babice. Skręcamy w nią i dość miło się rozpędzamy gdyż w tą stronę jedzie się lekko w dół. Przyjemny pęd przerywa wołanie mojej kobiety która przypomniała sobie że w połowie tej drogi, kilkadziesiąt metrów wgłąb lasu jest mogiła mieszkańców okolicznych wsi którzy swego czasu zmarli na cholerę. Zajeżdżamy tam i po zrobieniu zdjęcia temu przykremu miejscu wracamy na drogę. Teraz zostało nam kilka minut jazdy i po niezbyt męczącej wycieczce meldujemy się w punkcie wyjścia. Kolejny raz wycieczka bardzo nam się udała, pogoda dopisała, obyło się bez awarii sprzętu a moje kochanie było zadowolone. Oby tak było zawsze. A ja jak zwykle daję wam mapę z zaznaczoną trasą oraz fotki. Pozdrawiam!

Mapa: http://pl.wikiloc.com/wikiloc/view.do?id=4840101

Zdjęcia:
Widok na wieżę kościoła w Babicach (bliżej) i wieżę zamku Lipowiec (dalej)
Szlak rowerowy przez Babice
Droga z Babic do Mętkowa
Jeden ze stawów w Żarkach
Kamień przy kościele w Mętkowie dedykowany Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II przez mieszkańców Mętkowa.
Kościół w Mętkowie
 Mogiła zmarłych na Cholerę

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz