czwartek, 12 września 2013

Wrześniowy Kraków

                   Hej, dziś zainwestowałem w licznik rowerowy :) Ten który miałem poprzednio odmówił współpracy po krótkim okresie działania. W sumie nie ma się co dziwić bo był to chiński syf za kilkanaście złotych. Tym razem postanowiłem kupić coś markowego. Padło na Sigmę Speedmaster 5000. Z Sigmą mam dobre wspomnienia, gdyż miałem ich licznik z 12 - 15 lat temu. Tamten był prosty, miał trzy funkcje, ten też jest -ma ich pięć. Tamten wytrzymał z 5 lat, mam nadzieję że ten nie będzie gorszy. Na pewno dam wam znać jak się sprawuje w boju. Ostatnio troszkę mniej czasu spędzam na rowerze. Po części jest to spowodowane deszczową pogodą, a drugi problem to przeziębienie które ciągnie się za mną od ponad tygodnia. W sumie zaczęło się od kataru alergicznego który na drugi dzień zamienił się w jeszcze większy katar, lekką gorączkę, kaszel i maksymalne rozbicie. W tamten wtorek, trochę spontanicznie wybrałem się wałami Wisły do Tyńca, a dokładniej w celu zobaczenia jeziorka, które swego czasu znalazłem na mapie Google i zaintrygowało mnie ono gdyż nigdy tam nie byłem a wyglądało z góry dość ciekawie, ale tą wycieczkę opiszę innym razem. Dziś będzie dość krótko bo i trasa niezbyt długa ale za to zdjęcia przyjemne dla oka. W ubiegłą sobotę pogoda była piękna. Czyste, błękitne niebo i odpowiednia temperatura niesamowicie kusiła do jazdy, lecz z drugiej strony na "wadze" ciążyło moje przeziębienie. Ciężko wysiedzieć w domu dłuższy czas więc ubrałem się trochę cieplej i wbrew radom ukochanej pojechałem zwiedzać moje piękne miasto. Po wyjechaniu z domu skierowałem się w Ul. Mazowiecką a następnie Krowoderską i Długą w stronę Rynku Głównego. Na rynek wjechałem od Ul.Sławkowskiej. Tłumy turystów niepoliczalne ;) No ale cóż się dziwić, w końcu był to ostatni weekend wakacji a do tego wspaniała pogoda. Rynek Główny to chyba najpiękniejsze miejsce na ziemi. Nawet gdyby się chciało to nie da się zrobić tam brzydkiego zdjęcia ;) Z rynku wyjechałem Ul. Grodzką. Wyjechałem to dużo powiedziane bo przy tej ilości spacerowiczów był to raczej slalom. Jakimś cudem przecisnąłem się pod Wawel i Bulwarami pojechałem w stronę Kładki Bernatka, którą przedostałem się na drugą stronę Wisły. Zatrzymałem się na chwilę na Rynku Podgórskim, bo pod Kościołem Św. Józefa w pięknym samochodzie siedziała para młoda. Po podjechaniu bliżej okazało się, że kierowca tegoż samochodu to prawdopodobnie obywatel Indii. Zacząłem się zastanawiać czy to faktycznie był realny ślub, czy jakaś Bollywoodzka produkcja filmowa gdyż kamerzystów było więcej niż jeden. Odpowiedzi na to pytanie nie znam i moje życie przez to gorsze nie będzie ;) Na kostkowym podjeździe Ul. Parkową odczułem że wciąż jestem przeziębiony, bo moja wydolność spadła chyba o 50 procent. Kolejnym celem mojej krótkiej wycieczki był podnóże Kopca Krakusa, więc z Parkowej skręciłem w Ul. Dębowskiego i nią dotarłem do kładki nad Aleją Powstańców Śląskich. Czekał mnie teraz najcięższy podjazd tego dnia, podjazd pod Kopiec Krakusa. W normalnej dyspozycji nawet nie odczuł bym go zbytnio ale przy osłabieniu organizmu stopień trudności wzrasta. Po podjechaniu pod kopiec musiałem odpocząć na ławce i zalać gardziel mineralką. Zrobiłem kilka fotek i udałem się w drogę powrotną. Do Ul. Parkowej jechałem tak samo lecz zamiast w dół, skręciłem w lewo na tereny K.S. Korona. Akurat odbywał się tam jakiś mecz, więc chwilę oglądnąłem kopaninę a następnie obok wieży telewizyjnej zjechałem w dół pod Kościół Redemptorystów. Stamtąd ulicami: Zamoyskiego, Smolki a następnie Krasickiego i Długosza dostałem się znów na Bulwary Wiślane, tym razem po przeciwnej stronie Wisły niż w tamtą stronę. W ostatnich dniach napotykam na swojej drodze tysiące małych, wkurzających muszek, które fruwają sobie w dużych chmarach, a które ja następnie zdrapuje z rąk i twarzy. Ich ilość wzrasta szczególnie tam, gdzie blisko jest woda lub drzewa. Z tego powodu bulwary, wały i parki nie są teraz najlepszymi miejscami na pedałowanie. Przez stado much przebiłem się na Most Dębnicki, a po przejechaniu przez niego zjechałem znów na bulwary, po to by po 100 metrach wyjechać z nich w okolicy Ul. Włóczków. Teraz między blokami, po trochę zaniedbanej pod względem jej oznaczenia ścieżce rowerowej dotarłem na Błonia. Zwykle lubię zrobić kółko wokół Błoń ale tym razem siły mnie opuszczały więc pomknąłem do domu obok Rotundy, następnie przez teren AGH i Park Krakowski. Może i czasem brakowało sił a katar dawał się we znaki, ale warto było :) Nie wiadomo ile jeszcze w tym roku będzie ciepłych, bezchmurnych dni więc trzeba korzystać. Kraków jest piękny i jazda na rowerze jest piękna a piękne ciągnie do pięknego ;) Wrzucam wam kilka fotek, a tym razem obejdzie się bez mapy. Pozdrawiam wszystkich cyklistów !














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz