Witajcie, tak jak planowałem, w ostatnią sobotę wybrałem się na rower. Po napisaniu tamtego posta zabrałem się za wybór trasy. Jako że start z samego rana i dużo czasu na jazdę, postanowiłem pojechać do Dolinek Podkrakowskich. Kwestią wyboru było to, które zaliczyć po drodze. Najciekawiej wyglądała opcja trasy przez Zabierzów do Doliny Będkowskiej i powrót przez Dolinę Kobylańską. Przeszperałem papierowe mapy dostępne w domu, wybrałem najbardziej mi pasującą i określiłem kilka wariantów. Ciężko było się zdecydować, więc stwierdziłem że najlepiej będzie się z tym przespać ;) Rano po obudzeniu się i zobaczeniu pięknej pogody doszedłem do wniosku, że wybieram najdłuższy wariant. I tak oto po wypełnieniu bidonu i zabraniu wszystkiego co potrzebne, wyruszyłem około 9:30 w stronę Ronda Ofiar Katynia a następnie w stronę Zabierzowa. Po przejechaniu przez Pasternik a następnie obok Futura Park, skręciłem w prawo, w ul. Kasztanową, po chwili w lewo i cały czas prosto przez Brzezie i Więckowice, aż do Brzezinki. Gdzieś pomiędzy Brzeziami a Więckowicami zatrzymałem się na kilka minut by sfotografować efektownie wyglądające, zbelowane siano. Po dojechaniu do Brzezinki, przed kapliczką musiałem skręcić w prawo, a stąd do Doliny Będkowskiej było już parę kroków. Czyste niebo, piękne słońce i nie za wysoka temperatura powodowały, że jechało się elegancko, z resztą po dojechaniu w okolice dolinek i tak zrobiło się troszkę chłodniej. Po chwili jazdy zatrzymałem się przed kapliczką w której upamiętniono miejscową ludność, która zginęła z rąk Niemców. Wstąpiłem do środka i pomodliłem się za nich. Trzeba dbać o takie miejsca, by pamięć o naszej historii nigdy nie umarła. Postanowiłem zmniejszyć tempo jazdy, by dobrze napatrzeć się na piękną przyrodę Doliny Będkowskiej. Przy okazji jak przez mgłę widziałem obrazy z czasów gdy byłem dzieckiem i w tejże dolinie, nad strumyczkiem bawiłem się małym statkiem. Mój ojciec lubił ze mną jeździć do Dolinek Podkrakowskich w celach spacerowych. Pamiętam że wtedy jeździł tam tylko PKS, odjeżdżający oczywiście ze starego dworca naprzeciwko legendarnego baru Smok. Taka wyprawa PKSem dla małego dzieciaka była czymś tak wielkim, jak gdybym teraz wybrał się na rowerze co najmniej nad morze. Jadąc i obserwując okolicę, dotarłem do wielkiego pola campingowego, które wypełnione było turystami. Następnie przez około 100 metrów droga wygląda jak po bombardowaniu przez myśliwce, ale na szczęście jest jako tako przejezdna. Mimo mniejszego tempa dość szybko dojechałem do miejsca w którym szlak odbijał w prawo i nie wiódł już drogą dostępną dla samochodów. Zrobiło się dużo przyjemniej. Wąska ścieżka biegnąca to przez las, to przez polanę, jest czymś co tygryski uwielbiają. Zatrzymałem się, by zrobić kilka zdjęć i napoić spragnione ciało. Wyprzedziła mnie para idąca z czymś co wyglądało jak podbierak, a chyba służyło do łapania motyli. Ciekawe co następnie z nimi robili, może uniknęły grillowania ;) Po 5 minutach jazdy zobaczyłem pierwsze domy i już wiedziałem iż żegnam się z tą dolinką. Zatrzymałem się przy jakimś mini parkingu i zerknąłem na mapę. Po upewnieniu się że jadę w dobrą stronę wyruszyłem przed siebie. Dość ostry podjazd i uślizg koła spowodował, że kilka metrów trzeba było popchać rower. Po tymże podjeździe i wjechaniu do Bębła odczułem pierwsze, lekkie zmęczenie. Na szczęście droga teraz prowadziła w większości w dół, dzięki czemu troszkę odpocząłem. Ekspresowo wleciałem do Będkowic i po przejechaniu obok miejscowego OSP i pętli autobusu MPK, z drogi asfaltowej wpadłem na szutrowo - kamienistą która była przedsionkiem Doliny Kobylańskiej. W dolince to, czego się spodziewałem, czyli baaardzo bujna roślinność opadająca na ścieżkę. Oczywiście jak zawsze najbardziej muszą dyndać pokrzywy. W takich momentach człowiek żałuje, że kierownica nie jest węższa ;) Lubię Kobylańską za to, że są tam liczne przejazdy przez strumyk tamże płynący oraz piękne widoki skał u jej wylotu, u którego jak zawsze rozbitych było sporo namiotów i mnóstwo osób wspinało się po skałach. Bardzo fajnym pomysłem było zbudowanie na granicy dolinki czegoś co przypomina szałas, a dokładniej są to drewniane ławki ze stolikami, przykryte daszkiem rzecz jasna drewnianym. Usiadłem na chwilowy spoczynek, który przerwał mi bąk upier...niczający mnie w nogę. Gdybym mógł wybrać jeden gatunek, który zniknął by ze świata, byłaby to właśnie Jusznica Deszczowa zwana potocznie Końską Muchą. Dla nieświadomych, jest to coś co wiele osób nazywa Gzem lub Bąkiem. Ukąszenia Komarów to przy tym odlot. Postanowiłem dłużej nie odpoczywać ;) Po wyruszeniu w dalszą trasę poczułem smutek. Droga którą pamiętam od zawsze jako tą, którą płynął strumień, została przebudowana. Teraz strumień płynie wydzielonym kanałem a droga jest sucha i asfaltowa. Wiem że to wielkie ułatwienie dla mieszkańców, bo z tego co pamiętam to w trakcie większych opadów mieli tam kiepsko z przejazdem, ale mnie to miejsce kojarzy się z dawnymi sobotnimi wypadami na rower wraz z moim ojcem. Niby bokiem na podwyższeniu był chodnik ułożony z płyt, ale ja zawsze i tak jechałem drogą - strumykiem. Przynajmniej opony miałem potem czyściutkie ;) W Kobylanach zatrzymałem się, by popatrzeć na mapę i pomyśleć którędy najlepiej będzie jechać. Skręciłem w stronę Karniowic a następnie przez Bolechowice dojechałem do Zabierzowa. Droga przez Karniowice i Bolechowice to sama przyjemność, oczywiście jadąc w tą stronę. Większość trasy to jazda w dół...i w dół... i w dół. Dopiero po dojechaniu do drogi którą już jechałem i która wiedzie z Brzeź do Więckowic, robi się płasko. W Zabierzowie przejechałem pod torami a następnie pod kościołem skręciłem w Krakowską, oczywiście w stronę Krakowa. Bardzo nie chciało mi się wracać tą samą trasą która już jechałem, czyli przez Pasternik. Wyjeżdżając z Zabierzowa, za Biedronką skręciłem w prawo w ul. Stanisława Kmity i nią dotarłem do miejsca, z którego mnóstwo osób obserwuje lądujące i startujące z Balic samoloty. Zatrzymałem się na jakiś czas ale niestety nic akurat nie lądowało a co gorsza właśnie skończyła mi się woda. Dość szybko zaschło mi w ustach i dalsza droga nie była już zbyt przyjemna. Słońce prażyło a wzdłuż mojej trasy z Balic do Błoń raczej nie było sklepów. Dodatkowo dało o sobie znać zmęczenie i opadnięty z sił, z wysuszonym jak pustynia jęzorem dotoczyłem się do domu. Po takim zmęczeniu nie ma nic przyjemniejszego niż długa kąpiel i dwa litry czegoś do picia. I tak skończyła się moja kolejna wycieczka. Mam nadzieję że niedługo znów uda mi się wybrać w jakieś ciekawe miejsca, a teraz wklejam wam mapę i kilka zdjęć. Pozdrawiam!
Mapa:
http://pl.wikiloc.com/wikiloc/view.do?id=5051668
Zdjęcia:
Zbelowane sianko
Tablica przy kapliczce
Kaplica upamiętniająca mord na naszych rodakach, przez Germańców
Wnętrze Kapliczki
Dolina Będkowska
Górna część Doliny Będkowskiej
Pomiędzy Będkowską a Bębłem
Skały w Dolinie Kobylańskiej
Kuna coś dorwała, chyba szczur :)
Brama Bolechowicka widziana z drogi od Karniowic do Bolechowic
A tu już fotki z miejsca widokowego przy Balicach
No to odlatujemy ;)